wtorek, 23 kwietnia 2013

Opalamy się

Recenzja brązującego relaksującego balsamu + kremu do twarzy Ziaja Sopot

niecodzienna pielęgnacja bursztynowa opalenizna


Wiosna wreszcie do nas przyszła! :) Słoneczko coraz częściej świeci, powoli odsłaniamy coraz więcej ciałka ... Niestety, po tej ekstremalnie długiej zimie ma ono prawo być nieco blade. Jeżeli lubicie opaleniznę, a nie jesteście hardcorowcami - według mnie nie jest jeszcze aż tak ciepło żeby swobodnie wyskoczyć w bikini na trawkę/leżaczek - to ten post jest zdecydowanie dla Was! :)

Na pewno dla żadnej z Was nie jest tajemnicą, że naturalne opalanie się na słońcu to nie jedyna możliwość uzyskania opalonego ciałka. Mamy m.in.: 
  • solarium - według mnie za droga i zbyt upierdliwa zabawa, w dodatku według różnych źródeł szkodliwa;
  • samoopalacze - dość trudne w użyciu, efekt odroczony, a intensywny i niemożliwy do natychmiastowego usunięcia;
  • balsamy brązujące - cudowny wynalazek, o którym słów kilka dzisiaj :)

Balsamu brązującego używam już od wielu lat i zawsze jest to ten sam produkt - balsam brązujący firmy Ziaja z serii Sopot. Jak sama nazwa wskazuje jest to balsam i używamy go w dokładnie taki sam sposób jak tego typu produktów - wsmarowujemy w skórę całego ciała. Efekt brązujący pojawia się według producenta po 3-4 godzinach. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że różnica jest subtelna i przy pierwszym użyciu prawie niezauważalna. Balsamu używamy codziennie, do momentu w którym uznamy, że ciało jest opalone na tyle, na ile byśmy chciały. U mnie z reguły już około 3 dnia pojawia się wyraźna opalenizna. Balsam stosuję codziennie przez około tydzień, po kąpieli. Później gdy zauważę, że skóra traci swój kolor znowu wracam na kilka dni do jego używania.

Przy używaniu tego produktu należy zwrócić uwagę na: 
  • w miarę możliwości równomierne nałożenie, ale przesadna precyzja nie jest wymagana (mnie się nigdy nie udało uzyskać smug, czy zacieków, ale jeżeli od razu po nałożeniu ktoś nas obleje wodą pewnie taki efekt uzyskamy); 
  • umycie dłoni zaraz po użyciu balsamu, bo na wewnętrznej stronie pojawi się pomarańczowy kolor, jak po użyciu samoopalacza; 
  • ewentualne odczekanie chwilę z ubieraniem się, bo balsam może barwić ubranie lub wycierać się w materiał i tworzyć smugi (mnie się to nigdy nie zdarzyło);
  • jeszcze jedna moja rada - po umyciu dłoni nałóżcie odrobinę balsamu na ich wierzch (pocierając wierzchem jednej dłoni o wierzch drugiej); jeśli tego nie zrobicie, powstanie Wam wyraźna granica opalenizny na nadgarstkach, a dłonie będą blade ;)
Co do efektu pielęgnacyjnego balsamu, zdecydowanie mogę potwierdzić, że po ok. tygodniu stosowania, skóra jest wyraźnie napięta i wygładzona bez efektu wysuszenia - bardzo miła w dotyku. 
Efekt brązujący jest według mnie bardzo zadowalający - opalenizna jest naturalna, a skóra nie robi się pomarańczowa. Uzyskujemy go szybko, tanio i bez większych poświęceń - poza regularnym stosowaniem. 

Jedynym minusem tego produktu jest jego zapach - zarówno samego balsamu jak i skóry po kilku dniach stosowania. Jest to jednak efekt działania brązującego i z tego, co mi wiadomo większość produktów tego typu sprawia, że skóra wydziela specyficzną woń :P Jednak nie jest to jakiś mega smród, więc bez obaw!

Oprócz balsamu brązującego, z serii Sopot dostępny jest brązujący krem do twarzy. Stosuje się go w taki sam sposób jak balsamu, z tą różnicą że nakładamy go na twarz ;) Jeśli chodzi o konsystencję i kolor (lekko kremowy) to na moje oko są identyczne. To samo dotyczy zapachu. Nie potrafię powiedzieć, czy te produkty się od siebie czymkolwiek różnią. Mam jednak nadzieję, że krem do twarzy jest jakoś przystosowany do używania go na delikatniejszej skórze, niż ta na pozostałych częściach naszego ciała. Jeśli okazałoby się jednak, że niczym się nie różnią - z powodzeniem możemy do twarzy używać balsamu bez potrzeby kupowania drugiego produktu. Ja w tej chwili posiadam oba, chociaż przyznaję się, że swego czasu smarowałam też twarz balsamem i nic się z nią złego nie stało.

W skrócie:
+ plusy
  • niska cena (ok 10 zł w przypadku obu produktów, za 300 ml balsamu i 50 ml kremu do twarzy)
  • wysoka dostępność (np. drogerie Rossmann)
  • naturalny efekt brązujący
  • efekt uelastycznienia i wygładzenia skóry
  • łatwe w użyciu
  • bezpieczne dla skóry
- minusy
  • zapach (produktu i skóry po użyciu)

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Was choć trochę przydatny. Dajcie znać czy używacie balsamów brązujących, a jeśli tak to jakich konkretnie. Macie jakichś swoich ulubieńców? :) 



8 komentarzy:

  1. Slyszalm duzo fajnych opini o tym produkcie... Swojego czasu bardzo polubilam ten z nivea a zkolei znienawidzilam z dove...skora mi sie luszczyla jak na zolwiu po tym balsamie brazujacym.... Nivea wygral, Jednak teraz wole pojsc raz na jakis czas poprostu na solarium:) Nie mam cierpliwosci do tego typu produktów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tak czy siak po każdej kąpieli balsamuję ciało więc dla mnie to żadna różnica, czy taki balsam brązujący, czy zwykły :)

      Usuń
    2. Ja tez:)Tylko jak mam cos broznujacego to nie czuje sie komfortowo:)

      Usuń
  2. Oj chyba się nie skuszę :P Poleciłaś mi go u mnie na blogu, ale jednak nie potrafiłabym bez smug go nałożyć. Lubię się opalać i spokojnie zaczekam na wyższe temperatury :D Dziękuję ci na odwiedziny u mnie ;):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja naprawdę nie przykładam się w ogóle do smarowania tym balsamem - nakładam go dokładnie tak samo jak każdy inny i ani razu nie miałam żadnych smug :) ale rozumiem obawy ;)
      również dziękuję za odwiedziny :)

      Usuń
  3. bardzo lubię ten balsam brązujący z ziaji uzywam go już od kilku lat i jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jesteśmy przynajmniej dwie! :)

      Usuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję! Każda opinia się dla mnie liczy. Na pytania chętnie odpowiem. Komentujących oczywiście odwiedzam :)
Komentarze obraźliwe i wulgarne będą usuwane.